Slumdog. Milioner z ulicy.

FILM Brak komentarzy »

Udało mi się w końcu obejrzeć film, który w tym roku zdobył aż osiem statuetek Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Bez dwóch zdań wynik co najmniej bardzo dobry a nawet dość niesamowity. Szczególnie, że w żadnym z ujęć nie powiewa amerykańska flaga a twórcy na produkcję zatytułowaną Slumdog. Milioner z ulicy wydali naprawdę małe pieniądze. Nic więc dziwnego, że swego czasu nie mogli znaleźć dystrybutora, który powziąłby ryzyko umieszczenia tej produkcji na ekranach kin. Na szczęście takowy się znalazł, a i w Polsce, z półrocznym poślizgiem, Milioner z Bombaju ukazał się na wielkim ekranie.

Slumdog. Milioner z ulicy.

Czy jednak produkcja ta nie jest zbyt przereklamowana? Wiadomo, że Oskary za darmo raczej u nikogo w dłoniach nie lądują, lecz czy rzeczywiście Slumdog Millionaire może pochwalić się mianem najlepszego filmu roku 2008, posiadać najlepszą reżyserię, scenariusz adaptowany,  muzykę oryginalną, najlepszą piosenkę, zdjęcia, dźwięk i montaż? No cóż… każdy z nas musi odpowiedzieć sobie na to pytanie sam. Oczywiście po uprzednim obejrzeniu produkcji wyreżyserowanej przez Danniego Boyle’a. Nawet jeśli ktoś niechętnie podchodzi do tego typu gatunku filmowego, to na pewno nie pożałuje pieniędzy straconych na bilet do kina.

O czym opowiada Slumdog. Milioner z ulicy? O jednym z uczestników indyjskiej wersji Milionerów, nazwiskiem Jamal Malik. Ten osiemnastoletni chłopak, wychowanek slumsów w Bombaju, idzie jak burza przez kolejne pytania w teleturnieju. Jednakże tuż przed zapoznaniem się z ostatnim, finałowym pytaniem, zostaje pod zarzutem oszustwa aresztowany przez policję. Jak to bowiem możliwe, że niewykształcony chłopak zaszedł tak daleko i stanął przed główną wygraną w programie? Na to pytanie dostaniemy odpowiedź już w samym filmie. Oto bowiem Malik przesłuchiwany przez komisarza policji rozpoczyna opowieść o swoim życiu i o tym w jaki sposób zdobył wiedzę, która zaprowadziła go do miejsca, w którym obecnie się znajduje.

W trakcie kolejnych relacji ze swoich dotychczasowych przygód, poznamy nie tylko historię Malika, lecz także jego brata, dziewczyny i mnóstwa innych pobocznych, acz wyrazistych postaci. Przy okazji zapoznamy się z tym jak naprawdę wygląda życie w indyjskich slumsach, w których normy znane ze świata cywilizowanego, bardzo często są naginane i zamiatane pod dywan. Czy na pozór dość mocno przesiąknięty brudem świat Jamala różni się czymś tak naprawdę od tego z czym się spotykamy na co dzień i u nas? To właśnie jedno z pytań, które zadać możemy sobie po zapoznaniu się z filmem Slumdog. Milioner z ulicy.

Slumdog to jednakże nie tylko smutna opowieść o przywarach tego świata. To także film drogi połączony z elementami romansidła. Wszystko oczywiście w należytych proporcjach, tak żeby widz przez te dwie godziny ani chwilę się nie nudził w kinowym fotelu. No i nie zapominajmy o rewelacyjnych wręcz ujęciach kamery, które potrafią zadziwić już na samym początku projekcji – w momencie ucieczki pary głównych bohaterów przez dzielnice ubóstwa.

O grze aktorów mogę powiedzieć jedynie tyle, że w pełni wykonali swoje zadanie. Idealnie pokazują na ekranie swoje emocje, wczuwają się w prowadzone przez siebie role. No i ta Freida Pinto wcielająca się w dorosłą postać Latiki. Być może nie jest najpiękniejszą kobietą świata, lecz ma to coś, co przyciąga wzrok na panoramiczną planszę w kinie, kiedy tylko się na niej pojawi.

Czy film mi się podobał? Jak najbardziej. Szczerze mówiąc, to sceptycznie podchodziłem do tej produkcji. Nie chciało mi się wierzyć, że tego typu produkcja może mnie wessać do swego świata. Na szczęście się pomyliłem i czas spędzony wraz z bohaterami Slumdog. Milioner z ulicy nie uważam za zmarnowany. Polecam tę produkcję serdecznie.

Tagi: , , , , , , ,

Walentynki

Prywatne 2 komentarzy »

Jeeej! Dziś nie dość, że trzynastego w piątek, to jutro w kalendarzu powiewa dumnie napis ‘Walentynki’. Cieszmy się dzieci z tego wspaniałego dnia, albowiem jedynie 14 lutego wszyscy nagle zaczynają pałać do swoich połówek miłością i ni stąd ni zowąd obdarowują je cudownymi upominkami made in china lub zakupionymi w pobliskiej kwiaciarni. Nie ma to jak szczere wyznanie miłości w jakże oryginalny i niecodzienny sposób… Skąd we mnie tyle żółci się wylewa? Czyżbym miał zranione serduszko, nikt mnie nie kochał i czuję się samotny? Nic z tych rzeczy. Po prostu nie lubię podążać za ślepym tłumem. Wolę robić to, co inni zazwyczaj czynią 14 lutego, w pozostałe 364 dni w roku.

Z innej beczki – boli mnie gardło i głowa, nie mam humoru i jeszcze denerwuje mnie fakt, że jutro każdy będzie oczekiwał jakichś miłych słów z mojej strony. Niedoczekanie. Tak, czy inaczej dzisiaj w pracy miałem niezły stres z niesamowicie krótkim deadlinem. Nie ma to jak znikoma pomoc w kryzysowych sytuacjach i ratowanie tonącego okrętu samemu. Akurat taki splendor to można sobie wsadzić głęboko w otwór. Przynajmniej dane mi było dzisiaj widzieć u klienta na żywo gołego cyca. Faktem jest, że dopiero go zauważyłem po bezczelnej werbalnej uwadze, że właśnie na takie coś patrzę, no ale warto ten fakt odnotować. Przynajmniej dlatego, żeby pokazać, że praca wdrożeniowca nie jest wcale taka zła ;)

Aaaa… i do Obserwatora jedno zdanie – niechcąco skasowanego komentarza nie da się przywrócić do stanu oglądalności. Wszystko przez ten badziewny spam, który ostatnim czasy zaczął bezczelnie atakować pole komentarzy pod moimi wpisami.

UPDATE: Komentarz udało się uratować ;)

Tagi: , ,

Granatowy samochodzik tralalaa

Prywatne Brak komentarzy »

No i stało się… nadszedł 9 luty. Termin, w którym to miałem skoczyć z radości i wykrzyczeć ‘mam prawko!’. Niestety jakiś pan w granatowym samochodzie, mknący z zawrotną prędkością i mający w pupie to, że przed nim egzaminowana eLka ma już wcześniej włączony kierunkowskaz zmiany pasa, stwierdził, że nie należy mi się jeszcze plastikowy prostokącik i postanowił mnie bezczelnie ulać. Pech, że pan egzaminator wcisnął hamulec szybciej niż ja, przez co niestety pozostała mi zmiana fotela w samochodzie. No i późniejsze stwierdzenie mojego dzisiejszego guru, że wystarczyło mi jeszcze zawrócić na najbliższym rondzie i potem bym miał wolną drogę ku wymarzonemu uprawnieniu do kierowania samochodami osobowymi. Można się wkurzyć.

Innym powodem, dla którego mógłbym kogoś zabić, to najbliższy termin poprawki – 17 kwietnia. Cudownie, to tylko 3 miesiące… Jutro jednak przedstawię papiery z firmy, wskazujące na to, że prawko jest mi do życia niezbędne. Mam nadzieję, że owa poprawka nastąpi o wiele szybciej.

Tagi: , , ,

Koniec? Dobre sobie…

Prywatne 1 komentarz »

W tym miejscu, gdyby nie prześladujący mnie od dnia wczorajszego pech, moglibyście przeczytać moje spostrzeżenia dotyczące dnia wczorajszego. I akapit, w którym nadzieja na lepsze jutro, wylewała się niczym miodek z dzbanka Kubusia Puchatka. Niestety stało się tak, a nie inaczej i w związku z tym całe oba akapity poszły się… kochać. Dlatego nie będę już nic dzisiaj więcej pisał, bo i tak to nie ma zbytnio sensu. Takowo rzekłem!

Tagi:
Designed by NattyWP Wordpress Themes.
Images by desEXign.