Jeeej! Dziś nie dość, że trzynastego w piątek, to jutro w kalendarzu powiewa dumnie napis ‘Walentynki’. Cieszmy się dzieci z tego wspaniałego dnia, albowiem jedynie 14 lutego wszyscy nagle zaczynają pałać do swoich połówek miłością i ni stąd ni zowąd obdarowują je cudownymi upominkami made in china lub zakupionymi w pobliskiej kwiaciarni. Nie ma to jak szczere wyznanie miłości w jakże oryginalny i niecodzienny sposób… Skąd we mnie tyle żółci się wylewa? Czyżbym miał zranione serduszko, nikt mnie nie kochał i czuję się samotny? Nic z tych rzeczy. Po prostu nie lubię podążać za ślepym tłumem. Wolę robić to, co inni zazwyczaj czynią 14 lutego, w pozostałe 364 dni w roku.
Z innej beczki – boli mnie gardło i głowa, nie mam humoru i jeszcze denerwuje mnie fakt, że jutro każdy będzie oczekiwał jakichś miłych słów z mojej strony. Niedoczekanie. Tak, czy inaczej dzisiaj w pracy miałem niezły stres z niesamowicie krótkim deadlinem. Nie ma to jak znikoma pomoc w kryzysowych sytuacjach i ratowanie tonącego okrętu samemu. Akurat taki splendor to można sobie wsadzić głęboko w otwór. Przynajmniej dane mi było dzisiaj widzieć u klienta na żywo gołego cyca. Faktem jest, że dopiero go zauważyłem po bezczelnej werbalnej uwadze, że właśnie na takie coś patrzę, no ale warto ten fakt odnotować. Przynajmniej dlatego, żeby pokazać, że praca wdrożeniowca nie jest wcale taka zła
Aaaa… i do Obserwatora jedno zdanie – niechcąco skasowanego komentarza nie da się przywrócić do stanu oglądalności. Wszystko przez ten badziewny spam, który ostatnim czasy zaczął bezczelnie atakować pole komentarzy pod moimi wpisami.
UPDATE: Komentarz udało się uratować
14 lutego dzień Murarza i Tynkarza!! Jeden z gorszych dni w moim życiu.
No bywa… A Walentynki to uroczy dzien, choc i ja ubolewam nad tym, ze tego dnia „milosc jest bardziej widoczna”
Tak oczy owak – dzien byl udany, pomimo, ze w tym roku nie dostalam recznie robionej walentynki, a jedynie hurtowo drukowana