Ostatnio dane mi było zauważyć, że kina na całym świecie zaroiły się od przeróżnego rodzaju filmów dla dzieci, w których główną rolę grywały klatki tworzone przy użyciu techniki CGI. Dzięki temu na dużym ekranie mogliśmy podziwiać takie perełki jak Shrek, Epoka Lodowcowa, Wall-E, Odlot i ostatnio Planet 51. Każda z tych produkcji cechowała się prostą fabułą, niesamowitymi animacjami komputerowymi, humorem dopasowanym zarówno dla widza młodszego jak i dorosłego oraz olbrzymimi kampaniami reklamowymi.

No i każda z tych animacji wyszła spod elektronicznych piór największych studiów tworzących współcześnie bajki dla dzieci. Jakby jednak na te filmy nie patrzeć, to każdemu z nich można by zarzucić jedno – czasami cukierkowość przedstawionych tam światów aż zbytnio przesładzała odbiór danych produkcji. No bo ile można oglądać kolorowe, pastelowe, sterylne i kreskówkowe światy? Dieta w postaci samych węglowodanów nie jest przecież zbyt zdrowa dla organizmu człowieka.

Dlatego, kiedy moim oczom ukazały się pierwsze kadry europejskiej animacji Dragon Hunters, aż mnie zamurowało z wrażenia. Mroczne barwy, niepokojące krajobrazy, ogień wydobywający się z nozdrzy smoka i trawiący połacie terenów należące wcześniej do spokojnej wioski. Pierwsze wrażenie – to będzie naprawdę mroczna historia. I nagle wszystko prysło niczym bańka mydlana – na ekranie pojawiły się błogie kolory, piskliwy głosik głównej bohaterki, a wkrótce potem niesamowicie śmieszną pogoń tytułowych Łowców Smoków ganiających flegmatycznego gado-smoka po świecie rodem wziętym z najnowszych Super Mario Galaxy. Na szczęście europejscy graficy nie podążyli ścieżką wyznaczoną przez swoich amerykańskich kolegów i świat przedstawiony w Dragon Hunters jest naprawdę złożony, plastyczny, ciekawy i niesamowicie artystyczny. Kolejne krainy, które są przemierzane przez głównych bohaterów, nie są dwuwymiarowymi połaciami terenu, lecz trójwymiarowymi bryłami lewitującymi w powietrzu i przemierzającymi bezkresne niebo. Oglądając poszczególne wioski, pola, miasta w DH, człowiekowi zapiera dech w piersiach, wybałusza oczy a szczęka bezczelnie zarysowuje nowy parkiet na podłodze.

Powiem Wam jedno – już dawno nie zachwycałem się tak każdą klatką filmu, która docierała do moich oczu z ekranu. Świat przedstawiony w Dragon Hunters jest po prostu piękny!!! Kiedy natomiast zobaczyłem jak jedna z lewitujących wież wybucha pod naporem skumulowanej w majestatycznych płaskorzeźbach energii błyskawicy, to omal moje ciało nie przeszedł dreszcz orgazmu. Ten film to po prostu uczta dla oczu, dla doznań artystycznych każdego człowieka. Świat ze Shreka, Walliego, czy jakiekolwiek dużej animacji komputerowej w żaden sposób nie dorównuje niesamowitości.

Jeśli zaś chodzi o zarys postaci występujących w Łowcach Smoków, to tutaj również poziom jest aż nazbyt zadowalający. No może nie odnajdziemy tu jakichś super skomplikowanych charakterologicznie bohaterów, ale wszyscy oni są na tyle sympatyczni, że nie ma szans, byśmy ich nie polubili. Mamy tu młodziutką Zoe, której marzeniem jest poznać prawdziwego rycerza w lśniącej zbroi, który jednym machnięciem swego miecza byłby w stanie powalić nawet najgroźniejszego i największego na świecie smoka. Mamy tu także trójkę głównych bohaterów, zajmujących się dość popularną jak na ich czasy profesją – polowaniem na wszelakiego rodzaju smoki. I tak Gwizdo, to typ cwaniaka, który wysługuje się swoim dobrym kolegą Lian-Chu, by wespół zarobić jak największą ilość złotej gotówki.

Natomiast wspomniany Lian-Chu to z postury mocarny osiłek, z tym tylko, że o gołębim sercu. Trzecią postacią podróżującą wraz wymienionym wcześniej duetem jest Hektor – stworzenie przypominające psa koloru niebieskiego, z naprawdę ciekawym i ostrym uzębieniem. Jeśli mam być szczery, to właśnie Hektor najbardziej powalał mnie na łopatki pośród wszystkich scen prezentowanych nam przez autorów na ekranie. To stworzenie jest po prostu boskie, to co on wyczynia, jak się zachowuje, jak komentuje niektóre rzeczy w swoim języku, no i jak odnosi się do Zoe – to po prostu przerasta najwymyślniejsze skecze ze Shrekiem w roli głównej. To po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy, bo żadne streszczenie jego zachowania nie przedstawi w pełni komizmu sytuacji, a po co sobie psuć niespodziankę jeszcze przed projekcją.

Co tu dużo pisać – jeśli nie jesteś przeciwnikiem animowanych historii i tkwi w Tobie jeszcze chęć zanurzenia się w świat, w którym krew nie leje się strumieniami a problemy egzystencjalne przesłaniają nawet najdrobniejsze dobro tego świata, to szczerze zapraszam do zapoznania się z Dragon Hunters. Moim zdaniem na pewno nie pożałujecie. Natomiast wszyscy ci, którzy są wyczuleni na artyzm widocznych gołym okiem obrazów, powinni zakosztować tego dzieła osobiście. Rozkosz w gębie murowana.
PS. Tekst ten możecie również przeczytać na stronie eGames.pl
Tagi: dragon hunters, dvd, recenzja filmu, łowcy smoków
Otrzymane komentarze