Serious Samowi dużo brakuje do Duke’a. Ten pierwszy nie jest ani bardziej dowcipny, ani też bardziej hardkorowy. Nie ma ani seksownej blond fryzurki, ani też nie potrafi rozebrać striptizerki do stanu z kręcącymi się frędzelkami. Zresztą Sam jest mocno nijaki i jeśli tylko ktoś porównuje go do Króla rozwałki, to albo powtarza utarte schematy, albo po prostu coś mu się poprzestawiało w głowie. W dodatku gra Serious Sam HD jest monotonna. Grę można przejść trzymając prawy palec na triggerze, drugą ręką wsadzając sobie jedzenie do ust a w tle można puścić jakiś meczyk w telewizji. I na pewno nie będzie problemu, by zaliczyć całą grę. Czyżby The First Encounter był kiszką bez mięsa? Na pewno nie!
Udało się. Po wielu, wielu sesjach spędzonych przy Serious Sam HD: The First Encounter, w końcu rozmieniłem tę grę na drobne. Trudno zliczyć ile nerwów kosztowała mnie ta produkcja. Jedno można stwierdzić na pewno – na poziomie Serious jest to jedna z cięższych produkcji FPS. Jeśli tylko nie gra się z nielimitowanym zasobem pocisków. No, ale to już przeszłość, bowiem wczoraj wpadł do mojego konta ostatni z achievementów - Serious Co-op.
Serious Sam HD: osiągnięcia w singlu zaliczone!
Achievements, GRY, Xbox 360, Z placu boju Brak komentarzy »Serious Sam został przyparty do muru i bez gadania musiał dzisiaj zaliczyć wszystkie achievementy w trybie dla jednego gracza. Nie miał lekko, ale cel został osiągnięty. Udało mi się dzisiaj zdobyć resztę osiągnięć, która mi pozostała do zakończenia potyczek w singlu. Aż tak łatwo nie było, ale dzięki temu człowiek ma o wiele więcej satysfakcji ze zdobytych trofeów. Mój zbiór achievementów w Serious Sam HD: First Encounter powiększył się dziś aż o cztery pozycję.
Serious Sam HD: zdobyte dwa kolejne osiągnięcia
Achievements, GRY, Xbox 360, Z placu boju Brak komentarzy »W tym samym dniu, w którym udało mi się przejść Serious Sam HD: First Encounter na najwyższym stopniu trudności, zabrałem się również za zdobywanie dwóch kolejnych achievementów. Po kilku około dwóch godzinach gry wpadły dwa osiągnięcia: Serious Run oraz I am Invincible.
Serious Sam HD – poziom Serious zaliczony!
Achievements, GRY, Xbox 360, Z placu boju Brak komentarzy »Udało się! Kilkunastodniowa przerwa się opłaciła. Wczoraj na świeżo zasiadłem przed konsolą, odpaliłem Serious Sam HD i udało mi się przejść przedostatni poziom. Później już tylko pozostał mi level Great Pyramid i walka z samym Ugh-Zanem III. Nie było łatwo, lecz w dniu dzisiejszym Wielki Admirał padł przed stopami Sama trupem!
W tym roku Brat-Zajączek sprawił mi niespodziankę i podarował prezent w postaci pudełka z grą Gobliiins 4, która w zestawie ma również pierwszą, drugą i trzecią część znanej wszystkim starym wyjadaczom przygodówek point’n'click z początku lat 90. Co najlepsze – zarówno najnowsza część, która wyszła spod twórców niezależnego studia Societe Pollene, jak i stara dobra trylogia, zostały w pełni przetłumaczone przez polskiego dystrybutora CD Projekt.
Z placu boju – Serious Sam HD: The First Encounter
Achievements, GRY, Xbox 360, Z placu boju Brak komentarzy »To już kolejny dzień moich potyczek z Serious Sam HD: The First Encounter. Przedwczoraj udało mi się przejść poziom Karnak na najwyższym stopniu trudności. Wczoraj natomiast zabrałem się za przechodzenie świata zwanego Luxor. W tym ostatnim świecie postanowiłem zrobić myk i wykorzystać patenty znane ze speed runów.
Po wielu godzinach spędzonych z Serious Sam HD: The First Encounter w końcu udało mi się zdobyć jakieś osiągnięcie. Na moje konto SETH PL wpadł achievement Look, It’s a secret wart całe 30 GS, lecz według Trueachievements - aż 100 punktów ze współczynnikiem 3.3 .
Zapewne większość z nas zna pewnego zabijackiego blondyna imieniem Duke. Bezczelny, seksistowski, bezpardonowy i niesamowicie skuteczny w swych działaniach, czyli eliminacji wrogich przybyszów z Mat-Planety. No, ale to nie o nim tu będę pisać, albowiem to nie jedyny madafaka wśród bohaterów gier komputerowych. Prócz nafaszerowanego sterydami Legolasa jest też bowiem poważny Sam. Tak – ten sam, co gasi płomienie swoją czerwoną sikawką.
Tyle tytułem wstępu. Rozpisałem się niczym prawdziwy recenzent gier a przecież miał to być tylko krótki wpis. Otóż w zeszłym tygodniu odpaliłem sobie Serious Sam HD: The First Encounter na konsolę Xbox 360 i rozpocząłem giercowanie. Na pierwszy etap idą trzy achievementy:
Historia przedstawiona w grze TimeShift nie jest jakoś wyjątkowo oryginalna. Przede wszystkim brakuje jej polotu, który mógłby sprawić, że produkcja Saber Interactive na długo zapadłaby w pamięci gracza. Szkoda, bo temat manipulowania czasem można naprawdę bardzo ciekawie rozwinąć, a tak to pozostaje nam historia dwóch naukowców przywdziewających dwa futurystyczne kombinezony, które umożliwiają skok czasoprzestrzenny w bliżej nieokreśloną przyszłość lub przeszłość. Trudno jednoznacznie to stwierdzić, na pewno następuje skok w bok. W alternatywną historię ma się rozumieć.

Wczoraj zapodałem sobie na konsoli grę Timeshift. Jako, że będzie to kolejna gra, z którą zamierzam spędzić trochę czasu, to wcześniej przejrzałem sobie listę achievementów. Szczerze mówiąc do trudnych nie należą, ale i tak jest dla mnie wątpliwe, żebym zdobył calaka. Z tego co widziałem, to mało kto gra w ten tytuł, w końcu jest on z 2007 roku, więc już trochę tych latek ma. Po drugie – do pełnego calaka wymagany jest zakup DLC i to tylko z dodatkowymi mapami do multika. A za nim zbytnio nie przepadam.
Kolejny calak trafił do mojej kolekcji! Udało mi się dzisiaj zdobyć ostatni brakujący achievement w grze Shadow Complex na X360. Zwał się on Minimalist i polegał na przejściu gry z mniej niż 13% wyposażeniem. Oczywiście poszedłem dalej i nie poprzestałem tylko na tym, lecz postanowiłem zdobyć też wewnętrzne osiągnięcie polegające na tym, żeby grę przejść tylko przy pomocy wypełnionego plecaka głównego bohatera w 4%. Związane to było z kilkoma sztuczkami, wyłapaniem pewnego sekretu przygotowanego przez twórców Shadow Complex, ale koniec końców się udało. 200 GS na 200 GS zdobyte i jest to już moja 19 gra ukończona w stu procentach (nie licząc dodatków), a 16 liczona oficjalnie.
Shadow Complex – zostało tylko jedno osiągnięcie
Achievements, GRY, Xbox 360, Z placu boju Brak komentarzy »Zdobyłem! Achievement Serious Complex wpadł wczoraj do mojego worka z osiągnięciami, co związane było z kilkugodzinnym, nudnym nabijaniem ikspeków. Na szczęście przechodząc Shadow Complex już po raz drugi, udało mi się dojść do trzydziestego któregoś poziomu bohatera, dzięki czemu kolejne dobijanie do coraz to wyższych numerków nie było takie trudne, choć z drugiej strony – bardzo żmudne.
W dniu dzisiejszym, w przerwie między pisaniem kolejnych punktów projektu sieci komputerowych i zaznajamianiu się z tajnikami elementów aktywnych i pasywnych sieci, postanowiłem troszkę się odprężyć przy grze na Xboxa 360 – Shadow Complex. Z mojego ostatniego wpisu z Placu Boju wspominałem, że udało mi się zdobyć achievementa. Tym razem przechodzę grę od samego początku celem zdobycia wszystkich przedmiotów dostępnych w grze, za co mamy kolejne osiągnięcie. Jak narazie udało mi się odnaleźć… 99% itemów! Został jeszcze tylko jeden – ostatnie sztabki złota. By jednak do nich dojść muszę przemierzyć prawie całą długość mapy Shadow Complex, która jest naprawdę pokaźnych rozmiarów.
Muszę przyznać, że ostatnimi czasy sporo naczytałem się na temat najnowszej produkcji ze stajni id Software. W sumie nie tylko naczytałem, ale też naoglądałem się filmików i recenzji tego tytułu. Będąc jednak wciąż pod wrażeniem potyczek online w Bad Company 2, moje serce jakoś nie było w stanie zabić mocniej na widok kolejnych screenshotów z tejże gry. I zapewne przez długi czas bym na tę pozycję nie zwrócił uwagi, gdyby nie to, że dwa dni temu pojawiła się w Xbox Live MarketPlace w sekcji wersji demonstracyjnych.
Wczoraj rozpocząłem swoją krucjatę w Shadow Complex celem zdobycia kolejnego osiągnięcia, tym razem miało to być przejście misji treningowych w trybie Proven Grounds. Szczerze mówiąc myślałem, że będzie łatwiej, lecz rzeczywistość okazała się z goła inna. Jakkolwiek pierwsze poziomy przechodziło się niemal z zamkniętymi oczyma, tak już kolejne pakiety misji robiły się coraz bardziej wymagające.
Oczywiście sama mechanika gry była dość prosta, diabeł tkwił w szczegółach, kiedy to trzeba było wykonać jakąś sekwencję ruchów tuż nad przepaścią z ogniem. Im bardziej człowiek się spinał, tym gorzej mu wychodziło. Na szczęście wczoraj przeszedłem 95% misji, natomiast dziś dokończyłem ostatnią – The Big One. Pół godziny na jedną misję – masakra. Lecz wszystko podyktowane tym, że nie mogłem złapać harmonii przy szybkim wbieganiu na „komin”. No, ale stało się.
Achievement Proven Grounds o wartości 10GS zdobyty. Tym samym zostało mi jeszcze 40 punktów do zcalakowania gierki.
Z całą pewnością można dziś powiedzieć, że firma Microsoft dokładnie wiedziała co robi, kiedy to kilkanaście miesięcy temu postanowiła przeznaczyć ogromne środki pieniężne ludziom z Rockstar Games, aby tylko mające się ukazać w przyszłości dwa dodatki do gry Grand Theft Auto IV ukazały się li tylko i wyłącznie na konsoli Xbox 360. Oczywiście wiadomym było to, że na najnowszą część GTA rzuci się cała rzesza Graczy, jednakże nikt tak naprawdę nie mógł z całą pewnością stwierdzić, że będziemy mieli do czynienia z grą aż tak wyjątkową. O tym, że panowie i panie z R. stanęli na wysokości zadania niech starczy fakt, że przygody Niko Bellica zdobyły prestiżowe statuetki najlepszej gry w roku w większości branżowych plebiscytów. Zresztą nie ma się czemu tu dziwić – porywająca fabuła, niesamowici bohaterowie opowieści dziejącej się w Libery City oraz ogrom szczegółów, z których ów świat jest zbudowany mógł tylko przyczynić się do sukcesu tej produkcji growej. To się po prostu nie mogło nie sprzedać i się sprzedało – GTA IV zarobiło do końca 2008 roku ponad 710 milionów dolarów!
Już niebawem użytkownicy X360 będą zmuszeni wydać kolejne ciężko zarobione pieniądze. Tym razem w formie wirtualnych Punktów Microsoft a dokładniej rzecz ujmując – przeznaczając ich w liczbie 1600 na ekskluzywny dodatek do Grand Theft Auto IV, zatytułowany Lost and Damned. W dniu 17 lutego 2009 roku na Xbox Live Marketplace pojawi się bowiem pakiet z nowym epizodem do czwartej odsłony GTA, w który będą mogli zagrać jedynie pełnoletni właściciele konsoli z logiem Microsoftu.

Tym razem nie wcielimy się w rolę imigranta z dalekiego Wschodu, lecz w amerykańskiego tubylca, członka gangu motocyklowego o nazwie The Lost, w osobie protagonisty nazwiskiem Johnny Klebbitz. Wraz z kolegami z bandy Zagubionych przyjdzie nam wykonywać zupełnie nowe misje, które umiejscowione zostały w tym samym przedziale czasoprzestrzennym, w którym odbywała się właściwa akcja z Niko w roli głównej. Tajemnicą Poliszynela jest to, że ludzie z Rockstar Games, w momencie tworzenia fabuły do właściwej odsłony GTA IV, w tym samym czasie rozwijali wątki poboczne, które w późniejszym czasie miały znaleźć się w dodatkach do pełnej wersji tej produkcji. Dzięki temu, grając w Lost and Damned, możemy być pewni, że warstwa fabularna nie tylko będzie niesamowicie spójna z wydarzeniami, które poznaliśmy wcześniej, lecz również wyjaśnieniu ulegnie wiele wątków, które w GTA IV pozostały bez odpowiedzi. W wyniku tego mnóstwo razy natrafimy na sytuację, w której stroną przeciwną będzie znana nam rodzinka zza oceanu.
Przykładem może być zaprezentowana wybranym osobom z branży growej misja, która to bezpośrednio nawiązywała do wydarzeń znanych z epizodu o nazwie Blow Your Cover we właściwej części gry, gdzie to naszym zadaniem, wespół z Playboyem X, było upłynnienie skradzionych narkotyków w opuszczonym bloku. Jeśli dobrze sobie przypomnicie, to zapewne skojarzycie sobie osobę Johnniego, który również w tej transakcji zamierzał uczestniczyć. Niestety wszystko poszło nie tak i nasi protagoniści musieli się ratować ucieczką przed policją. Niko w GTA IV ratował się skacząc po dachach budynków, natomiast w Lost and Damned przyjdzie nam kierować ruchami naszego motocyklisty, który obierze zupełnie inną drogę ratunku i tym samym stanie twarzą w twarz ze stróżami prawa.

Takich nawiązań i przeniknięć fabularnych będzie w Lost and Damned wiele, dzięki czemu gra ta jeszcze bardziej zyska na atrakcyjności wśród fanów GTA IV. Zapewne już wkrótce po premierze opisywanego tu dodatku, w Internecie pojawi się wiele informacji, które wskażą smaczki i kęski, które na pierwszy rzut oka nie będą dostrzegalne a które z premedytacją umieszczą w kodzie gry autorzy tej produkcji.
Powróćmy jeszcze na chwilę do Johnniego Klebbitza. Czym on się zajmuję, to już wiemy. Jest członkiem gangu motocyklowego, w dodatku „zastępcą prezesa”, czyli inaczej mówiąc – drugą co do ważności personą w The Lost. Pierwszą jest zapaleniec Billy, który uwielbia dawać przypadkowym ludziom po mordzie, a i nie pogardzi też zarobkiem w postaci opchnięcia kilku kilogramów białej mąki na mieście. Z taką polityką bycia niezbyt zgadza się nasz główny bohater, który bardzie woli inwestować w sprawdzone środki, i z tego też powodu od czasu do czasu dochodzi do scysji na linii szef – wice szef. Nie oznacza to jednak, że obaj Ci panowie skaczą sobie na każdym kroku do gardła. Jako, że obaj żyją w jednym i tym samym gangu oraz bardzo się szanują, nie ma opcji, w której doszłoby między nimi do śmiertelnego starcia. Jak to bowiem w tego typu grupach bywa – prędzej jeden oddałby za drugiego życie, aniżeli miałby pozwolić na śmierć współtowarzysza doli.
Oczywiście Billy i Johnny to nie jedyni członkowie gangu The Lost. Mamy tu także Jimmiego, Jasona oraz Claya. Z każdym z nich trafimy na niejedną misję w Lost and Damned, dzięki czemu nie ma możliwości, byśmy ich lepiej w późniejszym czasie nie poznali. Warto też wspomnieć, że na każdą wyprawę w dodatku ruszamy w (co najmniej) parze z innym członkiem gangu, dzięki czemu zawsze możemy być pewni wsparcia ze strony bractwa. Nie jesteśmy tu sami – za swoimi plecami mamy motocyklową rodzinę. Jednakże do czegoś to zobowiązuje – do dbania o towarzyszy broni. Im dłużej członek naszego bractwa utrzymuje się przy życiu, tym lepsze ma statystyki (zdrowie, odporność na zadawane obrażenia, siła ognia). Kiedy zginie – jego wskaźniki powracają do stanu wyjściowego. Czyli w naszym interesie jest nie tylko dbać o swoją skórę, lecz także o naszych współbraci. Trzeba przyznać, że patent ten został dość dobrze przemyślany.
Kto natomiast jest przeciwko nam? Ekipa Angels of Death – konkurencyjny gang, również lubujący się w odpicowanych motocyklach. Możecie być pewni, że większość misji polegała będzie właśnie na wojnie między tymi dwoma bractwami. Kto w niej zwycięży? To już zależeć będzie tylko i wyłącznie od zwinności naszych palców.

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę w Lost and Damned, to nie będzie się ona zbytnio różnić od tej, z którą mieliśmy do czynienia we właściwej wersji. Typowy schemat: zdobądź zlecenie – jedź w konkretne miejsce – zabij kogoś – nie daj się porwać policji – wróć do wskazanego punktu, również i tutaj będzie miał swój byt. Tyle tylko, że tym razem poruszać będziemy się głównie na jednośladach, co pewnie co poniektórych z Was już teraz przeraża.
Będąc szczerym, również i ja zacząłem się tego mocno obawiać. Szczególnie, że w GTA IV niezbyt uśmiechały mi się misje z motorami w rolach głównych. Do dziś pamiętam te wszystkie kraksy i wygibasy na padzie, które miały na celu przejście etapów, w których główną role odgrywały motocykle. Na szczęście, jeśli wierzyć tym, którzy już mieli do czynienia z dodatkiem, sterowanie motorami uległo znacznej poprawie. Steruje się nimi bardziej intuicyjnie, no i teraz musimy naprawdę mocno przygrzmocić jednośladem w przeszkodę, by nasz motocyklista wylądował cztery metry dalej, szorując przy okazji swoim dupskiem lub twarzą po asfalcie. Jeśli tak rzeczywiście będzie, to myślę, że być może nawet spodoba mi się dożywotnie członkostwo w gangu ze skórzanymi kurtkami w roli głównej.
Oczywiście to nie jedyne zmiany, które przyszykowali nam pracownicy z Rockstar Games. Innym ważnym novum jest system checkpointów w trakcie misji, którego tak bardzo pragnęli co poniektórzy fani GTA. Jak dla mnie jest to dosyć zbyteczne ułatwienie, albowiem na tym właśnie polegała cała magia świąt z udziałem Niko. Oby tylko koderzy umiejętni wyważyli poziom trudności oferowany w Lost and Damned. Kontynuując wątek o nowościach, nie można nie wspomnieć o nowym arsenale broni, który dostaniemy w swoje łapska: miotacz granatów, bomba zapalna, czy też obrzyn – będzie czym się bawić. Prócz tego przyjdzie nam wziąć udział w kilku nowych zabawach, między innymi w siłowaniu się na rękę oraz w grze w karty.

Bez wątpienia szykuje się niesamowita pozycja, która być może przekona wiernych fanów GTA IV na innym sprzęcie do grania, to zakupienia konsoli Xbox 360. W sumie o to właśnie chodzi firmie Microsoft. Już wcześniej była to karta przetargowa, którą wersję przygód Niko wybrać – czy tę na X360, czy tę na PS3. Być może po 17 lutym rzesza Graczy sprawi sobie „dodatek do dodatku” w postaci nowego sprzętu pod telewizorem. Na dzień dzisiejszy niczego przesądzać nie możemy, jednego jestem natomiast pewien – Lost and Damned zapewni wiele godzin dobrej zabawy z szarym padem w ręku. To po prostu nie może nie wypalić – nowe misje, nowe patenty w starym, dobrym mieście Liberty City. Oby tylko w dniu sądu ostatecznego serwery Microsoftu dały radę transferom, które je tego dnia czekają.
Zapowiedź ta znajduje się również w serwisie o grach www.eGames.pl






Otrzymane komentarze