No i stało się… nadszedł 9 luty. Termin, w którym to miałem skoczyć z radości i wykrzyczeć ‘mam prawko!’. Niestety jakiś pan w granatowym samochodzie, mknący z zawrotną prędkością i mający w pupie to, że przed nim egzaminowana eLka ma już wcześniej włączony kierunkowskaz zmiany pasa, stwierdził, że nie należy mi się jeszcze plastikowy prostokącik i postanowił mnie bezczelnie ulać. Pech, że pan egzaminator wcisnął hamulec szybciej niż ja, przez co niestety pozostała mi zmiana fotela w samochodzie. No i późniejsze stwierdzenie mojego dzisiejszego guru, że wystarczyło mi jeszcze zawrócić na najbliższym rondzie i potem bym miał wolną drogę ku wymarzonemu uprawnieniu do kierowania samochodami osobowymi. Można się wkurzyć.
Innym powodem, dla którego mógłbym kogoś zabić, to najbliższy termin poprawki – 17 kwietnia. Cudownie, to tylko 3 miesiące… Jutro jednak przedstawię papiery z firmy, wskazujące na to, że prawko jest mi do życia niezbędne. Mam nadzieję, że owa poprawka nastąpi o wiele szybciej.
Otrzymane komentarze